środa, 20 sierpnia 2008

Kwadratura koła

Jeśli rację ma Stanisław Janecki, redaktor naczelny „Wprost”, że Rosja w ramach „pokojowej interwencji” w Gruzji wysłała do walki nie tylko siły zbrojne, ale i prowadzi ofensywę na froncie ideologicznym za pomocą poukrywanych „agentów wpływu”, to rosyjskim politykom należą się szczere wyrazy współczucia. Bo powiedzmy sobie szczerze – argumentacja owych „agentów wpływu” kwalifikuje ich do grona użytecznych idiotów. Jeśli jeszcze prawdą jest, że Rosja ma owych „agentów” w spadku po ZSRR, to nic dziwnego, że w Polsce komunizm obalił Lech Wałęsa. Sam. Z żoną i dzieciakami.

Zresztą nie ma się co dziwić – Polacy z powodów historycznych nie wierzą w „pokojową interwencję” Rosji, sceptycznie przypominając 1939 r. na ziemiach ojczystych, 1956 r. na Węgrzech czy 1968 r. w Czechosłowacji (jutro rocznica wejścia wojsk ZSRR do Pragi). Złośliwi zarzucają archaizm stosowanemu przez rosyjską propagandę argumentowi o potrzebie „ochrony” jakiejś grupy obywateli. Niekiedy też dodając coś o liczbie ofiar tych „pokojowych interwencji”.

Inną kwestią jest problem kwadratury koła, czyli jak udowodnić, że Rosja ma prawo do militarnych interwencji u sąsiadów, którzy samodzielnie na własnym terytorium usiłują rozwiązać własne problemy wewnętrzne. Wiąże się to często w ujęciu „agentów” z pojęciem rusofobii. Podejrzanie wygląda lęk oparty o drażnienie obiektu lęk ów wywołującego. Rzecz jasna sami „agenci” swoje stanowisko przedstawiają jako realizm polityczny, choć preferowane przez nich oglądanie się we wszystkim na zdanie sąsiada bardziej zakrawa na miano fobii.

Nader często motywują prawo Rosji do interwencji w wewnętrzne sprawy niepodległej Gruzji analogią serbskiego Kosowa. Argumentem tym demaskują swoją rolę. Przecież właśnie Rosja, bodajże jako jedyna w Europie, nie uznała „niepodległości” Kosowa, powołując się (całkiem słusznie) na zasadę integralności terytorialnej państwa Serbskiego. Okazuje się jednak, że zasada ta działa wybiórczo – w Serbii działa, w Gruzji – nie. Czyli g..., nie zasada. Warto jednak zwrócić uwagę, że w obu przypadkach „agenci” bezkrytycznie popierają stanowisko rządu rosyjskiego.

I tak dalej – despotyczny Saakaszwili bezwzględnie tępiący opozycję jest zły, ale nikt nie wypomni autokracji władz rosyjskich, równie demokratycznych co łagry syberyjskie. Pojawiają się jeszcze inne twierdzenia, tak bzdurne, że aż głowa boli. A to że Rosja nie ma wobec nas roszczeń terytorialnych, choć z historii wynika, że o roszczeniach terytorialnych wobec Polski od XVIII wieku Rosjanie rozmawiają z Niemcami (a przecież teraz oba państwa uważają Polskę za swoją strefę wpływów). A to, że nie mamy w tym żadnego interesu, choć na świecie mówi się, że to wojna Gazpromu, a i problem dywersyfikacji źródeł dostaw ropy i gazu jakoś im umyka. I tak dalej, idiotyzmów ciąg nieprzerwany...

P. S. Satyryk winien być dowcipny. Link do bloga JKM wylatuje.

Brak komentarzy: