sobota, 9 sierpnia 2008

Gruzja nie ptica

Szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt zauważył, że rosyjskie tłumaczenia ataku na suwerenną Gruzję koniecznością obrony obywateli rosyjskich przypominają tłumaczenia Hitlera i Niemców w sprawie ataku na Europę Środkową. Postępując taktownie trochę się przy tym wygłupił, bo przytoczony argument użyty został przez propagandę III Rzeszy podczas aneksji Czechosłowacji i przy agresji na Polskę. Różnicy pomiędzy aneksją a agresją tłumaczyć chyba nie trzeba. Mało tego – w nocy z 16 na 17 września 1939 r. Wiaczesław Mołotow wezwał do siebie polskiego ambasadora w Moskwie i oznajmił mu, że konieczność obrony radzieckich interesów oraz rosyjskojęzycznych mniejszości stają się przyczyną wkroczenia Armii Czerwonej na tereny Polski.

Wychodzi więc, że argument „obrony” obywateli jako usprawiedliwienie agresji to stały chwyt polityków z Kremla. Przy czym warto pamiętać, jak w praktyce wygląda owa „obrona” - głód na Ukrainie w 1933 r., czystki etniczne i polityczne podczas całego okresu istnienia ZSRR, łagry, więzienia, Afganistan, Czeczenia... Zmiana sztandarów przez radzieckich komunistów na rosyjskich oligarchów wcale nie wpłynęła na zmianę metod – wystarczy przypomnieć „obronę” obywateli w moskiewskim Teatrze na Dubrowce czy w biesłańskiej szkole.

Reakcje polityków wskazują, że Gruzja została skazana a pertraktacje z Moskwą to jedynie negocjacje w sprawie ceny, za jaką okaże się, że Rosja w Gruzji działa zgodnie z prawem. Bo jakże inaczej można wyjaśnić deklaracje o niepodzielności terytorium Gruzji tych samych polityków (np. Georga Busha), którzy nie tak dawno temu byli orędownikami separatyzmu Kosowa, tj. pardon – niepodległości, choć naruszała ona w sposób ewidentny niepodzielność terytorium Serbii. Nie bez znaczenia są tutaj skojarzenia z sytuacją w Czeczenii, której sprawa zagadkowo nagle zniknęła z mediów i przestała, poza samymi Czeczenami i grupą zapaleńców, zajmować czyjąkolwiek uwagę, podobnie jak w przypadku Tybetu.

Gruzja i jej przyszłość stały się elementem przetargowym „możnych” tego świata, których nic nie obchodzi ilu Gruzinów zginie. Świadczy o tym z jednej strony atak rosyjskiego lotnictwa na rurociąg pompujący ropę do Europy Zachodniej z pominięciem Rosji, z drugiej – brak deklaracji niemieckich, wreszcie ograniczenie działań politycznych do apeli, rezolucji i tym podobnego kiwania palcem w bucie. O skuteczności takich rezolucji wymownie świadczą ofiary ludobójstwa od Bliskiego Wschodu po najbardziej odległe zakątki Afryki czy Azji.

Osobiście z całego serca współczuję Gruzinom, ale ich przyszłość postrzegam w czarnych barwach. Bardzo chciałbym się mylić, ale papierki wobec bomb z reguły mają mniejszą siłę rażenia. Brak konkretnych działań jest tutaj dość wymowny.

Niezależnie od wszystkiego należy też zadać sobie pytanie, jakie szanse na wsparcie ze strony tzw. społeczności międzynarodowej w wypadku rosyjskiej agresji (kurica nie ptica, Polsza nie zagranica) ma RP, która wszak nie eksportuje ropy do Francji czy Niemiec.

Brak komentarzy: