Oto w jaki sposób Janusz Korwin – Mikke komentując konflikt kaukaski argumentuje za uznaniem słuszności działań rosyjskich władz, chociaż pierwotnie zarzekał się, że według niego żadna strona konfliktu nie ma racji. Nawiasem mówiąc, argumentuje tym samym przeciw działalności władz RP, o sympatiach społecznych nie wspominając. Ocenę argumentów pozostawiam PT. Czytelnikom.
... jeśli uważamy, że Gruzja ma prawo zająć siłą ziemie, będące formalnie jej terytorium, ale zamieszkałe przez ludność, która sobie tego nie życzy, to może również RFN ma prawo przyłączyć Ziemie Zabrane (po polsku „Ziemie Odzyskane”)? Ostatecznie III RP administruje tylko nimi na zasadzie rozejmu w Poczdamie, traktat pokojowy z III Rzeszą ani z RFN nie został nigdy podpisany. A traktat o przyjaźni to tylko trochę więcej, niż „rozejm z Soczi”.
ŹRÓDŁO: http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID336571822,index.html
Wypada przypomnieć truizm, że Gruzja zgodnie z prawem międzynarodowym (o czym sam Janusz Korwin – Mikke swego czasu pisał) odpowiada za wszystko, co się wydarzy na ziemiach formalnie będących jej terytorium. Również za zbrodnie. Jest zatem chyba logicznym, że jeżeli administracja gruzińska ponosi za coś formalną odpowiedzialność, to chce mieć nad tym jakąś formalną kontrolę. W tym kontekście interwencja Moskwy jest całkowitym pogwałceniem prawa, gdyż zarówno terytorium jak i ludność je zamieszkująca są formalną częścią Gruzji a nie WNP. Mało tego – jeżeli „rozejm z Soczi” dotyczył ziem formalnie będących terytorium Gruzji, to chyba Gruzja jako państwo suwerenne ma prawo decydować o obowiązujących na jej terytorium aktów prawnych.
Całkowitym niewypałem są przytoczone przez Janusza Korwina – Mikkego argumenty „natury historycznej”. Dla przypomnienia – o przyznaniu RP Ziem Odzyskanych zadecydowały państwa tzw. Wielkiej Trójki – ZSRR, Wielka Brytania i USA. Również one zadecydowały o przesunięciu wschodniej granicy Polski. Nie było przy tych decyzjach żadnego przedstawiciela legalnego rządu polskiego w Londynie. Przyznanie Ziem Odzyskanych było też formą kontrybucji, jaką Niemcy mieli zapłacić za zbrodnie popełnione na polskim narodzie podczas drugiej wojny światowej. Nie ma tu więc jakiejkolwiek analogii usprawiedliwiającej tworzenie paraleli pomiędzy sytuacją formalno – prawną Osetii, Abchazji a Ziem Odzyskanych. Inna sprawa, że w takim kontekście popierając Rosję interweniującą w sprawy terytorialno – ludnościowe na terenie suwerennego państwa popiera się program roszczeń niemieckich! Zgodzić się natomiast trzeba z krytyką braku traktatu granicznego z RFN. Może by tak jeszcze wskazać winnych sytuacji, wyciągnąć wobec nich konsekwencje i wreszcie przystąpić do prac nad ww. traktatem? Szczególnie wobec separatyzmów śląskich, o których Janusz Korwin – Mikke pewnie słyszał, i pewnie chętnie wyjaśni czym różni się separatyzm śląski od osetyńskiego.
Ze swej strony proponuję takiż oto argument natury historycznej: czy stłumienie wydarzeń czerwcowych w Poznaniu w 1956 r, bądź grudniowych na Wybrzeżu w 1970 r. było ze strony PRL aktem agresji międzynarodowej, czy też regulacją sytuacji wewnętrznej?
W interesie Moskwy leży osłabienie Gruzji [...] poprzez podtrzymywanie tam permanentnego napięcia. Natomiast Moskwa nie chce uznać niepodległości tych republik [Osetii, Abchazji – dopisek MN], gdyż byłby to pretekst do uznania niepodległości np. Czeczenii [...] czy Tatarii. Grozi tym jednak – powołując się na precedens Kosowa... tu powtarzam: uznanie „niepodległości” tego kraiku mafiosów i bandytów było kamyczkiem, który uruchomił lawinę niszczącą stabilność w Europie...
ŹRÓDŁO: http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID335294746,index.html
Z cytowanego powyżej tekstu nie wynika, dlaczegóż to w interesie Moskwy leży osłabianie ościennej Gruzji, ani też dlaczego takimi właśnie metodami. Ale rad bym się dowiedział, dlaczego w interesie Polski nie leży osłabianie Rosji poprzez analogiczną, co rosyjska, działalność i dlaczego jest ona postrzegana jako awanturnictwo? Tym bardziej, że historia uczy, iż już od XVIII wieku bliska współpraca Berlina i Kremla odbywała się głównie kosztem Polski. A dziś jej symbolami są: dwuznaczna postawa Niemiec wobec sytuacji w Gruzji i bałtycki rurociąg przyjaźni „Ribbentrop – Mołotow”. Mało tego – kwestie polityczne współgrają z ekonomicznymi – dywersyfikacja źródeł dostaw surowców energetycznych (ropy i gazu). Zwracam też uwagę, że w powyższym cytacie mowa jest o Moskwie odmawiającej uznania niepodległości Osetii i Abchazji, chociaż leżą one w ościennej dla Rosji Gruzji! To jak w sienkiewiczowskim dowcipie jak imć Zagłoba darował królowi szwedzkiemu Karolowi Niderlandy.
Racjonalny jest argument dotyczący Kosowa, jak również przytaczane jego użycie przez Moskwę w kontekście Czeczenii, Tatarii, Abchazji i Osetii. Uznanie „niepodległości” Kosowa było aktem nieodpowiedzialności polityków z różnych zakątków świata. Szczególnie na tym polu wyróżnił się Donald Tusk – jako historyk i gdańszczanin chyba słyszał o losach Freistadt Danzig w XX wieku?
Na koniec pozwolę sobie na kilka uwag odnośnie argumentów Janusza Korwina – Mikkego, których nie chciało mi się cytować.
Po pierwsze pojawia się argument, żeby się nie stawiać, bo przecież Rosja nie ma wobec Polski roszczeń terytorialnych. Gruzja też, a i w przeszłości armia gruzińska nigdy terytoriów Rzeczypospolitej nie najechała. A poważnie – jest to absurd, gdyż chociażby reakcje Kremla na rozpoczęcie i zakończenie polsko – amerykańskich rozmów w sprawie „Tarczy” ukazują jasno, że Moskwa uznaje Polskę za swoją strefę wpływów, w zasadzie za państwo satelickie, winne w każdej sprawie pytać o pozwolenie „niedźwiedzia”. Wspomniana wcześniej sytuacja uzależnienia Polski od rosyjskich dostaw ropy i gazu (a co z embargiem na mięso?) czyni zbędnymi roszczenia terytorialne. Jak kto wątpi – niech popatrzy, jak Rosja tresuje gazem reżim na Białorusi.
Po drugie nader często Janusz Korwin – Mikke wspomina, że większość mieszkańców Osetii i Abchazji ma podwójne obywatelstwo, głównie rosyjskie. Skoro tak, i skoro nie zgadzają się z przynależnością ziem do Gruzji, to dlaczego nie wyjadą? Mówiąc poważnie – argument do kitu, gdyż niezależnie ile paszportów i jakich państw mają w kieszeni, pozostając na terytorium Gruzji podlegają administracji i prawodawstwu gruzińskiemu, podobnie jak przebywający w Niemczech Polacy niemieckiemu, w Anglii – brytyjskiemu itd.. Zwłaszcza, że pozostają obywatelami Gruzji! Przecież nikt, przy zdrowych zmysłach nie uzna argumentu o obywatelstwie, gdyż oznaczało by to, że np. przebywający w Polsce Wietnamczycy mają prawo ubiegać się o „niepodległą republikę” w okolicach al. Zielenieckiej w Warszawie, gdzie mieści się bazar zwany lokalnie „wietnamskim”. I liczyć na poparcie Wietnamu i Chin (dlaczego nie, skoro Osetyńcy korzystają z poparcia Rosji?).
P. S. Tak jak sołdaci Suworowa hulali na Pradze, zapewne tak i dziś rosyjska soldateska w ramach „pokojowych interwencji” jest wzorem humanitaryzmu (np. nie pomaga Osetyńcom, Abchazom i Wolnym Kozakom rabować i mordować Gruzinów). Swój legendarny wręcz humanitaryzm udowodniła już wielokrotnie, ot choćby w Czeczenii, lecz wspominanie o tym i solidaryzm z ofiarami są przejawami rusofobii, obok antysemityzmu - tradycyjnej. Czy więc uroczyste obchodzenie lania, jakie w 1920 r. wojsko polskie spuściło dowodzonej z Kremla Armii Czerwonej nie jest „drażnieniem niedźwiedzia”? I czy aby krytykujący rozrzutność ubiegłorocznej defilady winni stać dzisiaj na trybunie? Tym bardziej, że sądzą żołnierzy za wykonywanie rozkazów?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz