Opis inicjatyw zgłaszanych przez znanego aforystę, astrologa i najnobliwszego noblistę wśród stoczniowców, czyli Lecha Wałęsę, zawsze był źródłem wielu doznań satyrycznych. Ot, przykład relacji zamieszczonej na Onecie, którego redakcja najwyraźniej przejmuje sposób myślenia naszego noblisty. Analiza nie tylko treści i pomysłów ob. Wałęsy Lecha, ale i sposobu ich przekazywania skłania ku wyrażeniu głębokiej troski o dalszy byt zawodowych satyryków.
Lech Wałęsa podczas zjazdu Konwentu Seniorów „Solidarności” w Olsztynie zaapelował o wspólne spisanie historii, którą jak określił „kradną inni”. Gwoli ścisłości, to historia jako proces nieustający dziejowy jest przedmiotem badań i analiz, które następnie są publikowane w postaci literatury fachowej. Pisać, to można co najwyżej broszury propagandowe albo wulgaryzmy w toaletach. Wypada też dodać, że historia jako wytwór społeczeństwa, narodu i wybitnych jednostek, (podobnie jak np. tradycja), nie jest niczyją własnością, którą można by w jakikolwiek sposób „ukraść”. Dla pamięci przypominam też zasadę swobody badań naukowych, której łamaniem jest właśnie stawianie oskarżeń o „kradzież”, jakkolwiek głupio one nie brzmią.
Dalej następują cytaty z naszego nobliwego aforysty. Coraz więcej jest złodziei tamtego zwycięstwa, grzmi były prezydent. Nie bardzo właściwie wiadomo, jakie konkretnie „zwycięstwo” ma on na myśli. Dla przykładu można założyć, że chodzi mu o ogromny wpływ „Solidarności” na historię Polski. Jeżeli tak, to trzeba przypomnieć, że „Solidarność” była ruchem masowym, liczącym miliony członków. Jej istnienie i zdobycze są wynikiem powszechności ruchu, niekoniecznie geniuszu jego przywódców. To ludzie, szeregowi członkowie „Solidarności”, przesądzili o sile postulatów i przywódców, nie zaś na odwrót. Jednakże jest też całkiem możliwe, że były prezydent ma na myśli zwycięstwo aparatczyków, bezpieki i kapusiów, czyli bezkarność i „uwłaszczenie nomenklatury” zatwierdzone przy Okrągłym Stole. Aaa... to już „insza inszość”.
Niech świadkowie napiszą jak było, bo inaczej będą kraść i niszczyć nasze zwycięstwo – peroruje dalej ob. Wałęsa. Zarówno świadkowie, jak i uczestnicy mają rzecz jasna prawo spisać swoje wspomnienia, ale będą to wtedy pamiętniki, nie zaś analizy badawcze. Tym bardziej, że ob. Wałęsa postuluje jakiś absurdalny „wieczorek wspomnień” z udziałem literatów i członków władz krajowych NSZZ „Solidarność”. Dla zadośćuczynienia zasadzie obiektywizmu należało by zaprosić również przedstawicieli „strony przeciwnej” - PZPR, bezpiekę, MO. Co do kradzieży – nie będę się powtarzał, podobnie jak w przypadku twierdzeń o „naszym zwycięstwie”. Jednakże należy postawić pytanie, czy tylko badania historyków „niszczą” zwycięstwo i legendę „Solidarności”, zaś działalność polityczna np. prezydenta Lecha W. – nie? A przy okazji – ob. Wałęsa Lech spisywał już swoje pamiętniki i przedstawił swoją wizję wydarzeń, wykorzystywaną również przez historyków w prowadzonych badaniach naukowych. Czyżby to była „kradzież”, czy też może „niszczenie”?
Z całego wywodu L. Wałęsy wynika, że nie do przyjęcia jest sytuacja, gdy badania historyczne prowadzą historycy. Akcja jest rzecz jasna wymierzona przeciwko książce SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii autorstwa doktorów S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka. Warto przypomnieć w tym miejscu, że jeszcze zanim książka się ukazała, ob. Lech Wałęsa straszył sądami, odszkodowaniami i puszczaniem w skarpetkach (jako dobry syn kościoła ewidentnie nadstawiając drugi policzek). Książka się ukazała, ale o pozwach jakoś cicho. Ciekawe dlaczego?
W dalszej części relacji czytelnik poznaje przyczyny, dla których L. Wałęsa został swego czasu prezydentem. Ci, którym wydawało się, że wygrał w demokratycznych wyborach, są w błędzie. Widząc co się dzieje, dochodziłem do przekonania, że Jaruzelski nie wprowadzi nas do Unii i NATO, nie wycofa nas z Układu Warszawskiego. Dlatego musiałem zostać prezydentem. A to ci numer! Gdy Lech Wałęsa zostawał prezydentem (w grudniu 1990 r.) nie było żadnej Unii Europejskiej, utworzonej na mocy podpisanego w Maastricht Traktatu o Unii Europejskiej dopiero 7 lutego 1992 r. Siłą rzeczy gen. Jaruzelski przed grudniem 1990 r. nie mógł wprowadzić Polski do UE. A tak przy okazji, może noblista raczy odpowiedzieć do kiedy Polska była członkiem RWPG? No dobra, warto też przypomnieć, że zarówno do UE (rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych 31 marca 1998 r.) jak i NATO (rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych w 1997 r.; przystąpienie – 12 mają 1999 r.) Polska weszła za rządów Aleksandra Kwaśniewskiego, więc i tu większych zasług ob. Lech Wałęsa nie ma. Przy okazji – Lech Wałęsa też nie „wycofał” Polski z Układu Warszawskiego, gdyż ów został formalnie rozwiązany na posiedzeniu w Pradze 1 lipca 1991 r. Nikt nikogo nie „wycofywał”, po prostu rozwiązano organizację, i tyle.
Jak widać, powiedzenie o gorejącej czapeczce trafnie określa właściciela.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz