Do twórczej działalności prezydent Hany Gronkiewicz – Waltz dołączyło dzisiaj ok. 30 tysięcy członków „Solidarności” skutecznie blokując ruch w centrum Warszawy. Wznosząc okrzyki dotyczące obietnic wyborczych, aktualnych żądań płacowo – emerytalnych i prywatnego nabiału premiera wyruszyli w kierunku Kancelarii Premiera Rady Ministrów (aktualnie: ob. Tusk Donald). I stał się pierwszy z zapowiedzianych w kampanii 2007 r. cudów: premier nic im nie obiecał, bo w obawie, że manifestanci będą go trzymać nie tylko za słowo – wcześniej fugas chrustas drapnął do Słupska.
Tam zresztą też sytuacja podbramkowa – mieszkańcy Redzikowa w słupskim boją się, że jak rząd im wystawi tarczę antyrakietową, to ich żadna wojna nie ominie. I od razu przedstawili całą listę żądań inwestycji, żeby w razie wojny było co rabować. Jak to zwykle zamiast samemu ruszyć „cztery litery” i coś zorganizować, tak i teraz, jak za głębokiego PRL – u, wszystko rząd (czyli całe społeczeństwo) ma sfinansować. Wygląda na to, że mieszkańcy słupskiego nie przewidują żadnych zysków z tytułu stacjonujących żołnierzy amerykańskich. A to, że przyszłe pokolenia mieszkańców słupskiego jako pierwsi Polacy nie będą potrzebować wiz do USA – to pryszcz? Amerykańscy sołdaci jurni są, więc sprawę mają pewną. Tylko dyskotekę sami muszą wyrychtować na błysk.
Nie wiadomo, czy komisja beatyfikacyjna uzna kolejny cud, gdyż dokonał się on w kolaboracji prezydenta Kaczyńskiego. Rzecz w tym, że po rozmowie z prezydentem, premier Tusk Donald i minister spraw zagranicznych Sikorski Radosław ogłosili, że do Brukseli szczytować polecą razem z prezydentem (choć minister pewnie będzie robił za lokaja stojąc za krzesełkiem), przedstawią jedną propozycję i zgodzili się, że szefem delegacji będzie prezydent Kaczyński Lech, gdyż to prezydent jest głową państwa. Dziwnie to brzmi, gdy wspomnieć te wszystkie akcje premiera i jego ministra, mające na celu zdyskredytowanie pozycji prezydenta Kaczyńskiego w państwie polskim. Możliwe, że premier i jego minister przeczytali Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, ale możliwe też, że chodzi o to, aby w razie zdenerwowania Rosjan zwalać winę na prezydenta. Wszystko to być może. Ciekawe też, czy oprócz prezydenta i dwóch lingwistów delegacja polska ma w składzie tłumaczy. Na wypadek przypadłości żołądkowych bądź czkawki ze śmiechu wywołanego popisami lingwistycznymi.
Warto też zwrócić uwagę na obietnice, jakie na konwencji demokratów w Colorado złożył ich kandydat na prezydenta – Barack Hussein Obama. Obiecał Amerykanom obniżenie podatków, bo tam taki ucisk, że od czasów Ronalda Reagana najbogatsi obywatele USA płacą 27% podatku dochodowego. Ssssstraszne! Dorzucił do tego jeszcze tanie paliwo, lecz o jabłkach zapomniał. Na koniec na scenie wystąpiła córka kandydata na prezydenta USA partii demokratycznej, o dźwięcznym imieniu Sasha. Jak miło... A mówią, że ten premier Donald Tusk to socjalista utopijny i ciemnotę wciska.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz